Wpadł i przyniósł szkolny podręcznik apropobowany oczywiscie przez MEN i wybrany przez panią od absurdalnego w założeniach przedmiotu „sztuka”.
Otwieram podręcznik na chybił trafił i czytam, ze pointylizm polegał na…
| Nakładaniu obok siebie plam w barwach dopełniających… |
Hehe… mocne Wynika z tego podręcznika, że impresjoniści-pointyliści nakładali obok siebie barwy szare i brązowe… Z pewnoscia w ten sposób otrzymywali te oczojebitne żółcie i czyste barwy
Oczywiscie przytoczona wyżej definicja to absolutna bzdura… ale powiedzmy, że jeden błąd moze się w podręczniku trafić.
W toku korepetycji znalazłem w tej samej książce jeszcze 15 błędów podobnejgo kalibru. To wszystko w jednym rozdziale o impresjonizmie.
Pomijam juz aspekty techniczne takie jak odwzorowanie kolorów na obrazkach (dzieła Degasa nabrały mroku, a słoneczniki VanGogha wpadały w dołujące zielenie).
Najlepsze jest to, że gdy porównalismy zapisy z podręcznika z notatkami z zeszytu to wyszło na to, że pani od sztuki nie zorientowała się w błedach (z wykształcenia chyba chemik, ale przecież sztuki może uczyć każdy).
Nie wiedziałem czy uczyć człowieka tych bzdur (bo tego pani będzie wymagać), czy prawdy. Powiedziałem mu jaka jest prawda, ale wskazałem błędy… co z tego wyjdzie? Nie wiem.